niedziela, 6 lutego 2011

Melting Snow

Cóż za cudowna niedziela. Po dawce Rutinoscorbin, Gripexu oraz herbaty z sokiem malinowym, leżę sobie pod kołdrą bez sił. Koło mnie jakaś babska książka obyczajowa oraz podręcznik od chemii.
Czas mi się dzisiaj dłuży niemiłosiernie. :( Wcale nie czuję, że 'odpoczywam'. Czuję, że życie przecieka mi przez palce. Ostatnio szkoda mi każdej straconej chwili, chociaż to trochę absurdalne zważając na to ile się opierdalam. Ale. I tak nie jest źle. Przynajmniej zaczęłam się jakoś do nauki motywować, wypożyczyłam już nawet lekturkę coby tym razem przeczytać. Szkoda tylko, że wciąż za nic nie potrafię pojąć niczego co z chemią związane. Czuję, że jutrzejsza poprawa dużo nie zdziała, a więc będę się musiała pogodzić z moim 0/8.
Jest przynajmniej jeden powód do dumy. To już drugi dzień bez papierosa.
Chyba zabiorę się za konsumpcje jakiegoś filmu spoczywającego na dysku, tudzież znowu rozpocznę maraton z Sex and the city.
Chociaż tak naprawdę jedyne czego mi brakuje to K., przy mnie, pod kołderką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz