czwartek, 22 kwietnia 2010

The Turning Point

Trochę mnie tu nie było. Nie zaglądałam do siebie, ani tym bardziej do innych.
Może jestem monotematyczna, ale szkoła mnie wykańcza.
To chore jak jeden nauczyciel może zrazić do przedmiotu, który wcześniej się lubiło, ba, należał do ulubionych. Może jeszcze na swojej drodze spotkam dobrego nauczyciela historii.

Siedzę i pozwalam swojemu organizmowi na przyswajanie zbędnych kalorii o godzinie, o zgrozo, kilkanaście minut po 20.
I kompletnie nie rozumiem swojego zachowania, tym bardziej, że chciałam pozbyć się tego głupiego nawyku. Możnaby posiedzieć do przynajmniej 2.00 w nocy i poczekać aż wszystko się spokojnie przetrawi, jednak jutro nie mogę być żywym trupem.

Jedyne co zrozumiałam w przeciągu kilku ostatnich dni to fakt, że od niektórych rzeczy się nie ucieknie. Może to też sprawa sentymentu. Ale po raz n-ty życie dało mi porządną lekcje, że już chyba na zawsze pozostanę taka, a nie inna. A wszelkie odchyły będą sprawiały, że powrócę do swoich przekonań i zamiłowań z jeszcze większą siłą.
Chyba.

3 komentarze:

  1. Oj, doskonale wiem jak nauczyciel może zniechęcić do przedmiotu... z tego właśnie powodu studiuję na uniwersytecie (gdzie kompletnie nie pasuje!) zamiast z zapałem wykonywać obliczenia na politechnice... Mam nadzieje, ze trafisz na dobrego nauczyciela, ja w ciągu calego liceum mialam 3 nauczycieli historii, 4 nauczycielki polskiego i 3 nauczycielki angielskiego i w efekcie żadnej z tych rzeczy nie umiem tak jak bym chciala... Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. ttaaa to właśnie urok posiadania rodzeństwa;]
    łau niesamowicie piszesz;)

    OdpowiedzUsuń