poniedziałek, 17 maja 2010

Path of Destruction


7:07 na zegarku. Cholera, znowu zaspałam. Podnoszę się z łóżka, tym samym uświadamiając sobie, że wszystko co przeżywam ostatnio wyciska ze mnie resztki energii. Do tego stopnia, że wyłączam budzik przez sen, a potem nawet tego nie pamiętam.
I znowu zapomniałam o czajniku z gotującą się wodą. Wchodzę do kuchni, jak do sauny. Zaparowane okna, marnotrawstwo wody. A dzieci w Etiopii chodzą. Głodne i spragnione. Pytanie dnia, co zrobić żeby głodne nie chodziły? Ujebać im nogi. Okrutne.
Kawa. Bardziej gorąca niż zwykle. Parzy mi język.
Dobrze, może jak sobie go poparzę nie powiem czegoś komuś czego komu bym powiedzieć nie chciała.

Po 7 godzinach katuszy, wpadam do domu i lecę dalej. Kolejne 5 godzin na nogach. Tylko marzę kiedy wreszcie w domy będę mogła usiąść przy kubku herbaty.

+mądrość życiowa dnia: przerzucanie się z glanów na szpilki to nie proste zadanie. Któremu rzecz jasna podołałam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz