niedziela, 29 sierpnia 2010
Cisza i Ogień
Nie będzie tu kolejnej fali zachwytów dotyczącej wczorajszego koncertu Comy. W końcu nic nadzwyczajnego, ale przecież pierwszy koncert jednego z ulubionych zespołów zawsze wzbudza ogromne emocje. :)
W każdym razie ten wieczór był dla mnie jak zastrzyk nowej energii. I cieszę się cholernie. Nie, nie powiem banalnie, że teraz może być jeszcze lepiej. Mam tą świadomość, że czeka mnie jeszcze sporo upadków. Ale cały czas pamiętam o tym, że żeby się odbić trzeba dotknąć dna.
Tak, czasami mój organizm jeszcze miewa dziwne nagłe reakcje fizyczne niezależne ode mnie spowodowane pewnymi... No nawet nie wiem jak te rzeczy nazwać po imieniu. Mniejsza z tym. Rehabilitacja wewnętrzna trwa dalej, lecz czuję, że dobiega końca. :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
to skomplikowane, ale nikogo nie mam.
OdpowiedzUsuń