czwartek, 14 października 2010
Czarny blues o czwartej nad ranem
Za oknem jesień, jednak w moim sercu kwitnie wiosna. Może za sprawą tego, że w dźwięki wypływające z moich głośników wkradły się promyki słońca. Może po prostu był mi potrzebny jeden wolny dzień. Zupełnie spokojny dzień. A może to tylko krótkotrwały przebłysk, który za chwilę przyćmi kolejna ciemna chmura. Nie wiem, ale żyję chwilą.
Żeby tylko moje wszelakie chęci i zdolności do nauki powróciły. Te same, które zgubiłam gdzieś w połowie podstawówki, dawno temu.
I czuję nieodpartą potrzebę obejrzenia Skazanego na bluesa. Co z tego, że widziałam ten film sto osiem razy i znam go już na pamięć. Ja muszę go znowu oglądnąć. Po raz kolejny się śmiać, po raz kolejny płakać. Po raz kolejny ćpać, po raz kolejny przechodzić detoks. Po raz kolejny się rodzić, po raz kolejny umierać.
Żeby odżyć na nowo.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz