sobota, 2 października 2010

Noisessly

Chyba powoli zaczynam ogarniać ten syf. Choć teraz wcale nie zamierzam osiąść na laurach.
Nareszcie moja ukochana jesień. Czy jest ona polska, złota i słoneczna czy ponura i deszczowa. Bez różnicy, dla mnie jest cudowna pod każdą postacią. Nie straszna mi jesienna melancholia. Wręcz przeciwnie, lubię ją. Lubię w jesienne wieczory się zaszyć w swoim pokoju, z kubkiem gorącej herbaty i klimatyczną muzyką. Mogę się wyciszyć (szczególnie po 8h spędzonych w głośnej szkole, głowę mi rozsadza od środka), wszystko poukładać i przemyśleć. I nie jest to czas zmarnowany. Kto jak kto i każdy po swojemu. Dla mnie okres jesienno-zimowy jest czasem regeneracji sił i wewnętrznych porządków, aby wiosną i latem tryskać energią i korzystać z życia na całego z promiennym uśmiechem na twarzy.
Zresztą nauka wysysa ze mnie wszystkie siły. Chcąc, nie chcąc, muszę się przyłożyć żeby wyjść na ludzi. Dobrze, że przynajmniej jest coś takiego jak weekend, choć to tylko dwa dni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz